Literatura bywała obecna w legionowskim MOK wielokrotnie, zarówno poprzez działania grup, klubów literackich, jak i poprzez związane z literaturą wydarzenia. Po dłuższej przerwie odnawiamy nasze związki z literaturą, proponując cykl spotkań Rozmowa o słowach.

Wokół Rozmów o słowach zaczyna grupować się literackie środowisko Legionowa. MOK udostępnia swoją stronę internetową dla autorów, którzy chcieliby opublikować na niej swoje teksty.

Każdy, kto pisze, lub zna osoby piszące, ma szansę stać się bohaterem kolejnego wieczoru literackiego w MOK. Wystarczy zadzwonić i przedstawić swoje propozycje - oczekuje na nie opiekun przedsięwzięcia, Robert Żebrowski - tel.: 504 219 347.

Rozmowa o słowach - siódma, relacja



Europa według Kaczmarskiego
Rejestrację jednego z najlepszych koncertów tria Kaczmarski - Gintrowski - Łapiński można było zobaczyć w legionowskim MOK 9 czerwca 2017. To program pod nazwą "Wojna postu z karnawałem" zarejestrowany w warszawskiej Filharmonii Narodowej w roku 1993. Trzech mistrzów poezji śpiewanej dało tu wtedy pokaz niecodzienny, pełen mocy brzmienia i niebanalnego przekazu treści. Refleksja nad historią Europy, będąca głównym motywem koncertu, została sprowokowana przez odzyskaną ponownie 4 lata wcześniej państwową niepodległość Polski. Kaczmarski postanowił naszą odnowioną obecność w Europie skomentować po swojemu - stawiając przed wyobraźnią odbiorcy trudne obrazy i trudne problemy, o jakich euroentuzjaści woleliby po wsze czasy zapomnieć. Bard jednak szarpie bezlitośnie strunę pamięci, naganiając nas do refleksji jak do estetycznej uczty, opowiadając o starych dylematach, aby odsłonić nowe. Półtoragodzinny koncert był wstępem do rozmowy o wartościach i uzurpacjach, światopoglądach i złudzeniach, wydarzeniach i ich interpretacjach.

Rozmowa o słowach - szósta, relacja



Rozmowa o słowach szósta pokazała dwojaką siłę słów - siłę w zabijaniu i siłę w pamiętaniu. Tematem spotkania w legionowskim MOK (19 maja 2017) była nowa powieść Piotra Tymińskiego o rzezi wołyńskiej, ludobójstwie dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów na polskiej ludności kresów wschodnich w 1943 roku. Dziś za pomocą słów oddajemy hołd ofiarom tej rzezi, tak jak wówczas za pomocą słów UPA i OUN wezwały do niej wrogo nastawionych wobec Polski Ukraińców; wezwały rozkazami ustnymi i ulotnymi, ale skutecznymi. W apogeum zbrodni, 11 lipca 1943 roku (tzw. krwawa niedziela), oddziały ukraińskich nacjonalistów wspierane przez miejscowych aktywistów natarły na 99 wsi uznanych za polskie i wymordowały dziesiątki tysięcy cywilnej ludności. Wymordowały w sposób okrutny i taki, żeby "o tym mordzie przez tysiąclecia pamiętano".
Dziś oddajemy słowami hołd ofiarom tej zbrodni, również słowami ścierając się z licznymi ukraińskimi historykami zaprzeczającymi istnieniu owych dawnych rozkazów. Ale ofiary padły w niemal stu miejscach, znacznie od siebie oddalonych, jednego dnia; trudno to uznać za oddolny ludowy bunt. Nie była to zbrodnia emocji, lecz zbrodnia słowa.
Spotkanie z historykiem-powieściopisarzem zgromadziło publiczność zróżnicowaną wiekiem i motywacją poznania tematu. Obecni w sali historycy snuli swoją uogólniającą opowieść w cieniu wspomnień uczestnika ówczesnych wydarzeń, który do MOK-u trafił przyciągnięty gorącym dla niego tematem. Podzielił się wspomnieniami zarówno z czasów owej słynnej rzezi, jak i z okresu tuż po II wojnie, gdy jako chłopiec już na pojałtańskiej polskiej ziemi hrubieszowskiej obawiał się wejść do lasu, gdzie aktywna była jeszcze partyzantka Stiepana Bandery. Jego późniejsze kontakty z Ukraińcami skłaniają go pesymizmu - konflikt trwa i według niego narasta, o czym świadczyć mają jego współczesne doświadczenia wizyt na "dążącej ku Europie" Ukrainie - Polakom nieprzyjaznej.
Słowo leczy i słowo zabija. Słowo jątrzy lub nakłania do zgody. Zamy to z własnego polskiego politycznego podwórka i w Drugiej, i w Trzeciej Rzeczpospolitej. Znają to też Ukraińcy próbujący nadal - choć nie do końca skutecznie - wybić się na rozległą, prawdziwą niepodległość.
Chciałbym życzyć im słowami powodzenia w samostanowieniu, pod warunkiem, że ich słowa nie będą zaprzeczały prawdzie.

Rozmowa o słowach - piąta, relacja



Do udziału w piątej rozmowie o słowach organizatorzy wezwali legionowskich poetów - o ile jeszcze istnieją. Efekt nie przerósł oczekiwań: ostatecznie zabrzmiały 21 kwietnia 2017 teksty Mariusza Cezarego Kosmali (osobiście nieobecnego) i Elżbiety Ekiert (obecnej i recytującej). Publiczność zetknęła się z dwoma rodzajami wrażliwości, z dwoma formami przekazu i porządkowania myśli.
Kreujący się na poetę świadomego i nawiązującego do tradycji Kosmala, za młodu legionowianin, wyrasta z gałęzi drzewa zasadzonego niedgyś przez Rafała Wojaczka. Wizją nieprzyjaznego świata i nieuporządkowanego ciała (a także umysłu) uwiódł jurorów kilku poetyckich konkursów. Stara się być oryginalny składniowo i leksykalnie.
Wiersze Elżbiety Ekiert to proste, niemal banalne, choć rytmiczne i rymowane, zapisy chwilowych obserwacji i wrażeń. Autorka nie stara się nazywać ich literaturą ani odnosić do poetyckiej tradycji. Pisze niejako obok skomplikowanych nurtów współczesnej poezji, czym z łatwością uwodzi licznych słuchaczy i czytelników.
Teksty Kosmali i niektóre wiersze Ekiert przeczytała Walentyna Janiszewska, nieoceniony "głos źródeł" podczas wszystkich niemal Rozmów o słowach.

Rozmowa o słowach - czwarta, relacja

Bohater czwartej Rozmowy o słowach w legionowskim MOK-u, Mariusz Kraszan Kraszewski, przybył wyposażony w Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu oraz przekonanie, że ogłoszona przez niego teza o śmierci literatury będzie tylko widowiskowym pretekstem do rozważań o głębokim sensie pisania i czytania. Stało się jednak inaczej. Wszyscy uczestnicy spotkania temat śmierci pisarstwa podchwycili tak ochoczo, że jeden z nich, wyśmienity dziennikarz, opuścił je oburzony uprawianym tu pustosłowiem.



Mariusz Kraszewski pisze od dawna, pomimo niezbyt podeszłego wieku. Wydał dotychczas dwie książki: "Żal" (1997) i "Żaluzje" (2003). Jeden z uczestników spotkania, przygotowany solidnie do dyskusji, odczytał cytaty z wymienionych publikacji, chwaląc Kraszana za poetyckość stylu i niebanalne kojarzenie słów. Kraszan, mimo pochwał, obstawał przy zdaniu, że brak obecnie szerokiego oddziaływania literatury na ważne procesy społeczne, jak to miało miejsce od końca XVIII do początku XX wieku; literaci nie prowokują dziś rewolucyjnych zmian, nie zmieniają powszechnej świadomości mas. A ten wpływ pisania na świat nieprzedstawiony uważa właśnie Kraszan za właściwą misję tego, co nazywamy literaturą.
Oponował przeciw temu podejściu Robert Żebrowski, uznając, że korpus literackiego dzieła już napisanego jest tak bogaty, różnorodny i artystycznie istotny, że gdyby nawet od dziś nic nie napisano, i tak literatura - jako zbiór skończony - będzie zawsze czytana i odnoszona przez czytelników do ich własnego człowieczego losu.
Po dyskusji Kraszan odczytał swój najnowszy tekst - świadectwo. Był to opis wrażeń uczestnika Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, notatka ze stanu ducha, psychiki i ciała człowieka wrzuconego na własne życzenie w ekstremalną, samotną podróż pieszą po wsiach, lasach i zaułkach okolic Serocka w przedwielkanocną noc 2016 roku. Uzasadnieniem tekstu była leżąca obok Biblia. W świecie przedstawionym przez autora fruwał uwznioślający "pierzasty" i pełzał kuszący "kosmaty", a niebanalne dylematy dotkniętego przez Chrystusa człowieka kłębiły się w niedoskonałych strukturach mózgu służących nie tylko Absolutowi, ale i wyczerpanemu ciału. Dualizmy oglądów ciała i psychiki oraz psychiki i ducha nakładały się na siebie w tej opowieści tworząc przekaz niemal liryczny, jeśli by sięgnąć do źródeł literackich podziałów. Ale Kraszan poezji nie uznaje.
Po raz pierwszy Rozmowa o słowach była zaiste rozmową - prezentacją różnych racji i poglądów, ścieraniem się odmiennych opcji ideowych i teoretycznych. Tezą o śmierci literatury Kraszan sprowokował jak zwykle nieliczną, ale elitarną publiczność do sporu.
Konkluzja? Konająca literatura okazuje się obiektem gorącego sporu. Indywidualne świadectwo czytelnika Biblii uzyskuje poklask. Wszyscy domagają się od Kraszana, żeby pisał. Być może, patrząc od kuchni, tak zawsze rodziła się literatura, głosząc ustami literatów, że umarła.
Jest oczywiście w tym wszystkim jakiś wyczuwalny podstęp - pozostaje tylko odkryć, czy to podstęp "pierzastego" czy "kosmatego".

Rozmowa o słowach - trzecia, relacja



Jerzy Szaniawski - nie tylko dramaturg

Trzecia rozmowa o słowach poświęcona była twórczości Jerzego Szaniawskiego. Walentyna Janiszewska przeczytała kilka miniatur prozatorskich "mistrza z Zegrzynka". Autor ten, zmarły w roku 1970, znany jest przede wszystkim jako dramaturg. Podczas rozmowy o słowach przypomnieliśmy mniej znane jego publikacje, zawarte w tomiku "Łgarze pod Złotą Kotwicą" oraz "Profesor Tutka".

Jest taka kategoria polskich literatów, którą można podsumować określeniem "wielcy nieobecni". W swoim czasie zrobili swoje - i odeszli w powszechną niepamięć, bo czas napierający nowościami pogrzebał ich usiłowania w natłoku nowych koncepcji i autorów. Do tej kategorii należy niewątpliwie Jerzy Szaniawski.
Dramaturg debiutował w roku 1917 komedią "Murzyn" wystawianą bez powodzenia w Warszawie i z powodzeniem w Krakowie. Potem polskie sceny teatralne gościły jego kolejne dramaty: Ptak, Żeglarz, Adwokat i róże, Ewa, Papierowy kochanek, Most, Dwa teatry. Któż dziś pamięta te prezentacje? Kto pamięta cykl miniaturowych opowiadań z filozoficznym kontekstem zamieszczonych w dwóch zbiorach zatytułowanych Profesor Tutka? Albo miniaturową powieść Miłość i rzeczy poważne czy zbiór nowelek Łgarze pod Złotą Kotwicą? Na koniec wreszcie zestaw szkiców historycznych o międzywojennych scenach polskich zatytułowany W pobliżu teatru.
Szaniawski mieszkał przez większość swego życia w małym dworku w Zegrzynku nad Narwią, nieopodal Serocka. Nie ma już dziś tego dworku, pozostały jedynie zgliszcza po pożarze, który w roku 1977, siedem lat po śmierci pisarza, strawił jego ziemską siedzibę. Oficjalna tablica informuje przypadkowych turystów, że tu, na skraju malowniczego wąwozu, żył Jerzy Szaniawski. Miejsce zaiste urokliwe i urzekające. Pobliska przystań i hotel gwarantują moc wrażeń.
Czy warto odgrzebać Szaniawskiego z powszechnej niepamięci? Dwa teatry - w Wałbrzychu i w Płocku - noszą jego imię. Kilka innych grywało jego dramaty nazywane przeważ-nie - na życzenie autora - komediami. To taka obecność poboczna, okazjonalna, incydentalna. A w czasach świetności był przecież Szaniawski jednym z głównych punktów odniesienia dla innych dramaturgów, członkiem powołanej w 1933 roku Polskiej Akademii Literatury, bohaterem licznych recenzji teatralnych pisanych przez najsłynniejszych wówczas krytyków.
Wydaje się, że śmierć mistrza jest też (w tym przypadku) śmiercią jego sztuki. Ale może czasem warto powalczyć o coś więcej, o wyjście z szablonu niemożności, o pamięć wbrew zapomnieniu, o życie sztuki wbrew śmierci autora. Literacka spuścizna Szaniawskiego warta jest przypomnienia. Stwierdzam to z przekonaniem po niedawnej, czasami powtórnej, lekturze jego tekstów.

Robert Żebrowski


Rozmowa o słowach - druga, relacja



Literat ginącego świata

Druga Rozmowa o Słowach odbyła się w MOK Legionowo 13 stycznia 2017, w gronie kameralnym i elitarnym. Bohaterem spotkania był legionowski dziennikarz, ale też literat pełną gębą - Antoni Kawczyński. Wydarzenie otworzył Robert Żebrowski z MOK, twierdząc, że pomimo skromnej frekwencji należy trwać przy koncepcji literackich spotkań, bowiem obrona cywilizacji słowa przed cywilizacją obrazków warta jest ryzyka i zachodu, nawet jeśli nie wszyscy tę walkę pomiędzy dwoma formami komunikowania się dostrzegają.
Autobiograficzne miniatury literackie Kawczyńskiego zaprezentowała instruktorka teatralna MOK Walentyna Janiszewska. Po lekturze autor stwierdził, że jego teksty nie nadają się do głośnego czytania, ale publiczność była innego zdania. Słuchacze uznali teksty za sprawne językowo, dobrze skonstruowane, opatrzone puentą, niebanalne. Podkreślono też cenną próbę znalezienia przez autora ponadczasowego przesłania w opisie sytuacji codziennych i pozornie nieefektownych.
Kawczyński opowiadał o swoich zmaganiach z tekstem, o natręctwie poprawiania pozornie skończonych opowiadań, o ciagłym niezadowoleniu z kolejnych powstających pod jego piórem form.
To dążenie do perfekcji ułatwia mu praca na komputerze, który umożliwia proste i natychmiastowe wprowadzanie zmian w tekście. Elektroniczne narzędzie jest jego przyjacielem, choć przecież deklaruje ogromny dystans do elektronicznej cywilizacji. Tym niemniej woli komputerowe funkcje kopiuj, wytnij, wklej niż używanie tradycyjnych nożyczek i kleju na swoich maszynopisach.
Pomimo obaw prowadzącego spotkanie, wyrażonych już w zaproszeniu opublikowanym w Kurierze Kulturalnym, Kawczyński nie znudził obecnych, skłonił raczej do refleksji nad nadmiernym admirowaniem perfekcji w opozycji do błędu czy niedoskonałości, będącymi przecież naturalnym obrazem rozwoju pisarza.
Należy może żałować, że rozmowa po lekturze dotyczyła głównie kwesti ogólnych procesu twórczego, a nie literackich fascynacji Kawczyńskiego. Wspomniał on co prawda o kilku docenianych przez niego autorach, ale te anegdotyczne wtręty nie pokazały rozległej, gruntownej wiedzy legionowskiego literata o tradycyjnej literaturze światowej, a jest ona, jak na dzisiejsze czasy dyletantów, ogromna.

Rozmowa o słowach - pierwsza, relacja



Rozmowa o słowach z Janem Pawłem Dunalem

Na koniec roku legionowski MOK zaproponował miłośnikom literatury inaugurację nowego cyklu wydarzeń kulturalnych pod hasłem "Rozmowa o słowach". Pierwsze spotkanie odbyło się 9 grudnia w kameralnej sali MOK-u, a jego bohaterem był nowodworski poeta Jan Paweł Dunal.
Wiersze Pawła zaprezentowali z werwą i przekonaniem Gośka Andrzejewska i Jurek Młynarz.
Poeta pisze prosto, czytelnie, z pasją i przesłaniem, czasami z pazurem odkrywczych skojarzeń, z intuicją przyszłych stałych związków frazeologicznych; pisze teraz dla powszechnego czytelnika żyjącego teraz, co po śmierci znakomitych magów słowa 20-lecia międzywojennego było u nas rzadkością. W tekstach nie ukrywa, że zna mistrzów ekskluzywnej kontestacji (np. Wojaczek), szamanów pieśni (np. Kaczmarski), mistrzów turpizmu (np. Grochowiak), a w tle pojawia się cały panteon poetycki. To dobrze, bo poeta musi znać poprzedników, choćby był futurystą twierdzącym inaczej.
- Lubię pisać teksty rymowane - przyznał Paweł po prezentacji swoich tekstów. - Był taki czas w mojej przygodzie z pisaniem, że zasypiałem i budziłem się układając rymowane wypowiedzi. Moją ulubioną formą jest ballada, tam mogę rozwinąć poetycką narrację. Opowiadam o rzeczach, które mnie poruszają i obchodzą, a wierszowany tekst wydaje mi się dla tych opowieści najlepszy.
Jan Paweł Dunal poetą tylko bywa, bo na co dzień jest plastykiem, malarzem. Jego obrazy można oglądać w warszawskiej galerii m2. Choć wiersze są tylko "ubocznym" produktem malarza, zdobyły uznanie zgromadzonej w legionowskim MOK publiczności.


Newsletter

Relacje

Archiwum


Galeria Sztuki Ratusz

Salon Artystyczny

Niedzielne spotkania z bajką

Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej

Jazz Jam. Legionowo

Warszawska Syrenka

Ogólnopolski Konkurs Recytatorski

Artystyczny Kalejdoskop

Dni Osób Niepełnosprawnych

Małe formy teatralne

Wiosenne Czarowanie

Legionowskie Senioralia

Klub Rodziców TYGIELEK

Rozmowa o słowach


Smok Ceramok pracownia ceramiki

Zespół poetycko-śpiewaczy ERIN

Teatr Na Luzie

Teatr Nikt Mnie Nie Chce

Sala prób MOK Targowa

rejestracje filmowe MOK