miniProgRockFest - Archangelica, Stage Urge, Millenium

Trzy kapele - Millenium, State Urge i Archangelica - wystąpiły podczas pierwszej edycji miniProgRockFest w Legionowie.
Imprezę można z pewnością zaliczyć do bardzo udanych. Wydarzenie odbyło się w wygodnej sali nowoczesnego i przestronnego budynku miejskiego ratusza, zapewniającej odbiorcy solidne wrażenia dźwiękowe i wizualne. Ponadto organizator zadbał o profesjonalną oprawę imprezy ze specjalnymi smyczami i identyfikatorami z logo festiwalu na czele, trafiającymi w ręce każdego uczestnika. Zorganizowano też konkurs, w którym zebrani mieli okazję wygrać ciekawe muzyczne nagrody. W przerwach zaś czekał na wszystkich sklepik z płytami i koszulkami. Jedynym mankamentem był czasowy obsuw. Festiwal rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem, które z każdą wydłużającą się przerwą systematycznie rosło. W efekcie tego nie wszyscy dotrwali do końca imprezy, która zakończyła się już przed pierwszą w nocy. I choć frekwencja na początku była doprawdy imponująca, pustawe krzesełka po północy już trochę smuciły.
Festiwal rozpoczęła warszawska Archangelica, która zagrała niespełna godzinny set zdominowany oczywiście materiałem z ich debiutanckiego albumu Like A Drug. Set, który niestety nieco rozczarował. W składzie, w którym kapela przyjechała do Legionowa, znalazł się tylko jeden muzyk oryginalnego składu, gitarzysta Maciej Engel. Mało tego, poza nim nie było żadnego muzyka, który nagrał wspomniany krążek. I być może dlatego występowi zabrakło dynamiki, dramaturgii i tempa. Chwilami było nierówno a wokaliście Łukaszowi Juszkiewiczowi zdarzały się wokalne wpadki. Trudno też było nie zauważyć u niego bojaźliwości i braku scenicznego obycia. Muzycy zakończyli koncert zupełnie nowym numerem, Voice Behind The Wall Of Silence, zapowiadającym ich kolejny album. Rzecz naprawdę interesującą, dobrze rokującą na przyszłość.
Poziom zdecydowanie podnieśli gdynianie ze State Urge. Czwórka młodych muzyków w obowiązkowych białych koszulach wyszła na legionowską scenę bez żadnych kompleksów i zagrała tak, że? szczęka mi opadła. Ich muzyczna propozycja ma i lwi pazur w postaci mocno grającej gitary, i oldskulowe brzmienie klawiszowych form, ale też i niesamowity klimat oraz trans, w który dyskretnie wprowadza słuchacza. Podczas występu wymieszali numery ze swoich dwóch dotychczasowych krążków - White Rock Experience i tegorocznego, świetnego Confrontation. Warte zauważenia jest jednak to, że w swojej aktualnej formie muzycy tchnęli nowego ducha w te starsze rzeczy, które zabrzmiały naprawdę rewelacyjnie (Time Rush, Illusion, All I Need). Ładnie też wypadła, rzadko ponoć przez nich grana, ballada Long For You. Nowy materiał zacnie reprezentowały odegrane na samym początku, w albumowej kolejności, Confrontation, Revival z magicznym gitarowym solo, Liquid Disease i klimatyczny Cold As A Lie. Pewnym paradoksem występu był fakt, że? najsłabiej chyba wypadła ich najważniejsza kompozycja, rzecz na którą i ja czekałem, a która przykleiła im łatkę polskiego Archive More. W tej koncertowej, nieco surowszej wersji, zabrakło tego klimatu, który muzycy stworzyli na płycie. A może tylko ja miałem wobec niej wygórowane oczekiwania? Nie przeszkodziło im to jednak zagrać tego wieczoru najbardziej intrygującego i kto wie, czy nie najbardziej spektakularnego koncertu.
Jako ostatni na festiwalowe deski wyszli panowie z krakowskiego Millenium. Z pewnością najlepsza warsztatowo formacja imprezy. Spore wrażenie robiła klasowa sekcja rytmiczna Wyrwa - Bauer, duet muzyków starających się grać niebanalnie i odchodzić od pewnych schematów. Warto zauważyć, że grający na perkusji (w bogaty sposób, z dużym wykorzystaniem talerzy) Grzegorz Bauer, zastąpił podczas występu znanego z albumów krakowian Tomka Paśko. Artyści zaprezentowali prawie dwugodzinny zestaw swoich największych "hitów" z Demon, Madman (w nim Gall w obowiązkowym kaftanie), Visit In Hell, Light Your Cigar i Wishmaker (z tradycyjną świecącą kulą rzuconą do publiczności) na czele. Mnie jednak cieszyły rzeczy nowsze, których - z racji tego, iż widziałem zespół kolejny raz - w większej dawce trochę mi zabrakło. Niemniej fajnie było usłyszeć przebojowy Over & Over w zmienionym anturażu, kończący ostatnie ich wydawnictwo In The World Of Fantasy? oraz Ego, osobiste Born in 67 i Goodbye My Earth z Ego, czy wreszcie The Prose Of Life i We Try Again z Puzzles, których na ich jedynej koncertówce z oczywistych względów nie było. Wszystkie kompozycje, przesycone duchem klasyków progresywnego rocka i z dużym wykorzystaniem klawiszowych form Kramarskiego, wypadły bardzo przekonywująco, choć sam występ biorąc pod uwagę realia mocno rozciągającego się czasowo festiwalu i podmęczoną publiczność mógł być nieco krótszy.
źródło: artrock.pl













































































Podziel się:


Newsletter

Relacje

Archiwum


Galeria Sztuki Ratusz

Salon Artystyczny

Niedzielne spotkania z bajką

Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej

Jazz Jam. Legionowo

Warszawska Syrenka

Ogólnopolski Konkurs Recytatorski

Artystyczny Kalejdoskop

Dni Osób Niepełnosprawnych

Małe formy teatralne

Wiosenne Czarowanie

Legionowskie Senioralia

Klub Rodziców TYGIELEK

Rozmowa o słowach


Smok Ceramok pracownia ceramiki

Zespół poetycko-śpiewaczy ERIN

Teatr Na Luzie

Teatr Nikt Mnie Nie Chce

Sala prób MOK Targowa

rejestracje filmowe MOK