VIII Legionowski Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej
Tytus Wojnowicz
Jan Bokszczanin
Filharmonia Kameralna z Łomży

2 września 2012, podczas piątego koncertu VIII Legionowskiego Festiwalu Muzyki Kameralnej i Organowej wystąpili:
Tytus Wojnowicz - obój
Jan Bokszczanin - organy
Filharmonia Kameralna im. Witolda Lutosławskiego w Łomży
Jan Miłosz Zarzycki - dyrygent


PROGRAM
Dymitr Szostakowicz (1906-1975)
Passacagia z opery Katarzyna Izmajłowa (organy solo)
Heitor Villa-Lobos (1887-1959)
Bachianas Brasileiras nr 5 (obój, organy)
Astor Piazzolla (1921-1992)
Oblivion (obój, organy)
Eric Satie (1866-1925)
Gymnopedia nr 1 (obój, organy)
Georgi Muszel (1909-1989)
Toccata i Fuga (organy solo)
Henryk Czyż (1923-2003)
Canzona di Barocco
Wojciech Kilar (1932)
Orawa
Alessandro Marcello (1669-1747)
Koncert obojowy in d (Allegro moderato, Adagio, Allegro)

Relacja z koncertu w Mazowieckim To i Owo (patronat medialny)


VIII Legionowski Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej - coraz ciekawiej
Jasne i ciemne


Jasne i ciemne to tytuł jednego z utworów wykonanych w dniu 2 września. I zarazem tytuł niniejszego sprawozdania. Rzeczywiście, wrażenia, odczucia i refleksje piszącego te słowa były właśnie takie: jasne i ciemne
Zacznijmy od refleksji najjaśniejszej, a wiąże się ona z osobą dyrektora artystycznego Festiwalu a zarazem jednego z wykonawców. Jan Bartłomiej Bokszczanin. Zadał sobie trud, on jako organista, aby przygotować utwór wybitnej współczesnej kompozytorki, Sofii Gubajduliny Pan Jan, wedle jego wyznania, wybrnął szczęśliwie z karkołomnych trudności. Zaledwie parę razy zdarzyło mu się nie trafić we właściwy klawisz. Przypomina to samoocenę Artura Rubinsteina, jego słowa wypowiedziane w chwilę po wysłuchaniu swojego najświeższego nagrania: "Nie fałszowałem zbyt wiele?" A oto druga premiera, również z inicjatywy organisty Jana Bokszczanina i spod jego dłoni i stóp: Szostakowicza Passacaglia z opery Katarzyna Izmajłowa. Ciarki chodzą po plecach podczas słuchania. Lecz wrażenie byłoby potężniejsze, gdyby...
Tu pora przejść od jasnego do ciemnego. Prelegent nie zadbał o to, by treść opowiadania Leskowa, które posłużyło do napisania libretta, przybliżyć nam, słuchaczom. A przecież to nie muzyka absolutna; jest to muzyka ilustracyjna. Odzwierciedla konkretny moment w toku opowieści. Należało nam tę scenę przynajmniej w paru słowach naszkicować. Bałamutna była także gawęda prelegenta na temat perypetii, jakie w Rosji stalinowskiej opera przeszła. To nieprawda, że Szostakowicz został oskarżony o udział w spisku na życie dyktatora. Zapytany, jak mu się muzyka podobała, Stalin odrzekł: "To nie muzyka, to chaos." I tylko ta opinia przesądziła o zdjęciu opery z afisza. Zanim przejdziemy znów do świateł, kontynuujmy rejestrowanie cieni. Mam za złe prelegentowi, że nie zapowiedział: "Proszę państwa, utwór Alessandro Marcella jest trzyczęściowy..." Może ta uwaga dałaby słuchaczom do zrozumienia, że pomiędzy częściami trzeba być cicho i nie burzyć nastroju bezsensownymi oklaskami. Niestety, nasz wodzirej nieskłonny do takiego "wychowywania". Jesteśmy zatem wciąż narażeni na to, że jakiś nieobyty prostaczek wyrywa się ze swoim niewczesnym aplauzem, a reszta publiczności, idąc za tym przykładem, również wprawia w ruch swoje górne kończyny.
Co jeszcze po stronie cieni? Ot, co: wpakowanie do programu, pomiędzy cały szereg wartościowych utworów, bzdurki pt. Oblivion autorstwa Astora Piazzoli. Zastanawia mnie renoma tego indywiduum. Jakim cudem ckliwe dłużyzny owego rzępoły wcisnęły się do programów koncertowych, a on sam pomiędzy muzyków pełnej krwi? Przypuszczam, że wchodzą tu w grę nie walory muzyczki, które są nikłe, lecz czynniki pozamuzyczne, może jakieś osobliwości związane z osobą muzykanta, jego biografią? A może zaważyły tytuły jego pożal się Boże kompozycyjek? Wiadomo na przykładzie utworów literackich, jakie znaczenie ma tytuł. Wystarczy umieścić na okładce "miłość", "kochankowie" i tym podobne słóweczka, a poczytność (raczej pokupność) zapewniona. Tak czy inaczej produkty Piazzoli to coś w rodzaju potraw serwowanych w luksusowych restauracjach. Płaci się drogo nie za jedzenie, bo najlepsze jadło ma się we własnym domu, a więc buli się nie za to, co istotne, lecz za obsługę i blichtr.
Czas najwyższy na wymienienie blasków: Łomżyńska Filharmonia Kameralna pod dyrekcją Jana Miłosza Zarzyckiego? świetna. Dzięki grze arcysprawnych smyczków Orawa Wojciecha Kilara mogła słuchacza wprawić w ekstazę. Ten kompozytor to geniusz. Wystylizował muzykę kapel góralskich w taki sposób, że rezultatem jest nie profanacja, a uszlachetnienie. Ośmielę się rzec, iż zrobił z ludową muzyką tatrzańską to, co Chopin z folklorem mazowieckim w swoich mazurkach: podniósł ludowe do ludzkości. Obój Tytusa Wojnowicza pieścił ucho we fragmentach kantylenowych. Gorzej było pod względem sprawności czysto manualnej. Wszelkie palcówki non legato, ozdobniki, tryle, szybkie przebiegi nie odznaczały się niestety potoczystością. To wszystko jak za mgłą. Szczęściem zabrzmiał na bis Obój Gabriela, małe arcydziełko Ennio Morricone. Usłyszeć po wszystkich bezpłciowych kompozycyjkach coś tak natchnionego - to rozbraja. Na pana Tytusa nie sposób się dąsać.
W następną niedzielę spotkamy się jak zwykle w kościele. Ale w przeddzień - w ratuszu. W obu koncertach wystąpi para wysokiej klasy muzyków: organistka Natalia Baginskaja i wiolonczelista Marcin Zdunik.

Antoni Kawczyński





Podziel się:


Kurier Kulturalny

Relacje

Archiwum

Newsletter


•  Galeria Sztuki Ratusz

•  Salon Artystyczny

•  Niedzielne spotkania z bajką

•  Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej

•  Mazowiecki Jazz Jam. Legionowo

•  Festiwal Szaniawskiego Legionowo

•  ProgRockFest

•  Warszawska Syrenka

•  Ogólnopolski Konkurs Recytatorski

•  Artystyczny Kalejdoskop

•  Dni Osób Niepełnosprawnych

•  Koncerty Festiwalu "Hajnówka" w Legionowie

•  Małe formy teatralne

•  Wiosenne Czarowanie

•  Legionowskie Senioralia


•  Pracownia ceramiki Smok Ceramok

•  Zespół poetycko-śpiewaczy ERIN

•  Teatr Na Luzie

•  rejestracje filmowe MOK