Wystawa Małgorzaty Omelańczuk-Pawluk "Poświatowska"

Małgorzata Omelańczuk-Pawluk zaprezentowała w Galerii Sztuki Ratusz wystawę malarstwa inspirowaną wierszami Haliny Poświatowskiej.
Wernisaż tej wystawy odbył się 10 lutego 2018, a obok autoprezentacji artystki wzbogaciła do recytacja wierszy Haliny Poświatowskiej przedstawiona przez Teatr Form Niewymyślnych i jego opiekunkę Walentynę Janiszewską.







Małgorzata Omelańczuk-Pawluk
Jestem związana z malarstwem od najmłodszych lat. Swój warsztat szlifowałam w Liceum Sztuk Plastycznych w Lublinie, a następnie na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, w pracowni znanego kolorysty, prof. Tadeusza Dominika. Wiele obrazów z mojego dorobku znajduje się w prywatnych kolekcjach w kraju i za granicą: w Australii, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Francji i USA. Byłam również uczestniczką i bohaterką kilkunastu wystaw indywidualnych i zbiorowych.
Najczęstszym tematem moich prac są martwe natury, kwiaty i pejzaże, w szczególności motywy leśne, a także inspiracje poezją. Do poezji Haliny Poświatowskiej maluję już od dziesięciu lat - i z każdym obrazem odkrywam w twórczości poetki i samej sobie nowy odcień, nową barwę, nowe oblicze żywiołów, które przenikały poezję Poświatowskiej. W jej wierszach zainspirował mnie bardzo głęboki przekaz, który ze sobą niosą - o życiu, radości, uczuciach, erotyzmie. Na każdej wystawie pokazuję nowe obrazy, eksperymentuję kolorem, fakturą, plamą, tak jak Poświatowska eksperymentowała ze środkami wyrazu stylistycznego.





Nieuchronność cienia
na marginesie wystawy "Poświatowska" Małgorzaty Omelańczuk-Pawluk

Sztuka jest po to, żeby łączyć to, co rozdzielone i rozdzielać to, co zespolone. Dzieło artysty kroi byt w poprzek powszechnych wyobrażeń, aby zjednoczyć go ponownie w innym już porządku, wbrew potocznym i codziennym skojarzeniom. Sztuka łączy, żeby rządzić i dzieli, żeby ulegać; artysta wie, że łącząc, zginie, a dzieląc, umrze; biorąc zatem sztukę poważnie - jako sens życia - musi być kaskaderem samego siebie - żeby tak czy inaczej zniknąć z doczesności - estetycznie.
Doświadczenie bycia "kaskaderem literatury" odnotowane zostało w latach 80-tych ubiegłego wieku w tak właśnie zatytułowanej antologii zawierającej utwory Bursy, Hłaski, Poświatowskiej, Stachury, Milczewskiego-Bruno i Wojaczka. Jedna z bohaterek owej antologii pojawi się w lutym tego roku - jako plastyczny cień - w Galerii Sztuki Ratusz, dzięki obrazom Małgorzaty Omelańczuk-Pawluk, zainspirowanej wierszami Haliny Poświatowskiej.
Wystawa ta do dobry pretekst, aby przypomnieć sobie twórczość Poświatowskiej - ale i innych autorów ukazanych w kultowej niegdyś, a dziś zapomnianej antologii. Już na wstępie należałoby pokazać pewien paradoks: to Poświatowskiej właśnie niektórzy komentatorzy odmawiali prawa bycia "kaskaderką", bo ponoć w zestawieniu z innymi poetami antologii, którzy swój los świadomie jako tragiczny wybrali - ona została nim przez naturę obdarzona bez własnej intencji. Zaiste została obdarzona już podczas urodzin w 1935 roku nieuleczalną chorobą stawów, a niedługo później wadą serca, z którą miotała się po świecie przez resztę krótkiego, bo zakończonego w 1967 roku życia. Po drodze były pobyty w szpitalach, operacje, rekonwalescencje, towarzyskie i miłosne incydenty ponadnormatywnej wrażliwości, każdorazowo zakończone zapaścią, pogłębieniem ułomności, nawrotem choroby. Zakochana niemal chorobliwie - bo przecież choroba była we wszystkich sferach istotą jej życia - w bliskim duchowo Adolfie wychodzi za niego za mąż tylko po to, aby niebawem zostać wdową, on bowiem również chodził po świecie z chorym sercem. Chorobliwie rzucała się na wiedzę o filozofii, kulturze, sztuce wracając pomiędzy hospitalizacjami do przerywanych nieustannie studiów.
Poetką była wobec literackiej tradycji niepokorną. Zapisywane w wierszach dzieje umierania wolała ubierać raczej w obrazy, niż w rytmiczne wersy; odniesień do poprzedników należy u niej szukać skrzętnie, rzadko z sukcesem, a chęci zbudowania nowej szkoły poetyckiej brak; wiersze Poświatowskiej rozpływają się w nicości - lub we wrażliwości i wyobraźni czytelnika. To jej kaskaderski wyczyn: opowiedzieć świat całkiem po swojemu, z poszarpanego wnętrza ku atakującej ową osobność zewnętrzności; udokumentować paradoksalny zbieg emocji i intelektu mocujących się, każde na swój sposób, z zadawaną przedwcześnie śmiercią; wykorzystując pojemną, ale nie wszechmocną, formę poetycką, szukać w niej mimo wszystko wszechmocy, która pozwoli wadzić się z losem i przeznaczeniem. Ludzkim, schorowanym fatum Erosa i Tanatosa.
Jest pewna zauważalna, przynajmniej dla mnie, nieeuklidesowa równoległość pomiędzy poezją Poświatowskiej a poezją Wojaczka. Równoległymi pozostają tu wybór śmierci (Wojaczek) i niechciana konieczność śmierci (Poświatowska) - ale śmiałość kaskaderskiego wyrażania opinii i protestowania przeciwko martwej tradycji poetyckiej pozostaje im wspólna; gdyby nie licealny zachwyt wulgaryzmami u Rafała i kobieca powściągliwość u Haliny moglibyśmy mówić o wspólnym zasobie leksykalnym; oryginalne i twórcze podejście do budowania metafor daje u obojga efekty zadziwiająco podobne w oddziaływaniu na odbiorcę. Niech miłośnicy Wojaczka czytają Poświatowską - zadziwiająco warto!
I oto artyści pokroili dla nas i rozwarstwili śmierć. Nie wiem, czy taka była intencja autorki wystawy, Małgorzaty Omelańczuk-Pawluk - ale ona również przyczyniła się do tego dzieła.

Robert Żebrowski

Podziel się:


Newsletter

Relacje

Archiwum


Galeria Sztuki Ratusz

Salon Artystyczny

Niedzielne spotkania z bajką

Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej

Mazowiecki Jazz Jam. Legionowo

ProgRockFest

Warszawska Syrenka

Ogólnopolski Konkurs Recytatorski

Artystyczny Kalejdoskop

Dni Osób Niepełnosprawnych

Małe formy teatralne

Wiosenne Czarowanie

Legionowskie Senioralia

Rozmowa o słowach


Pracownia ceramiki Wylepiarnia

Zespół poetycko-śpiewaczy ERIN

Teatr Na Luzie

Teatr Nikt Mnie Nie Chce

Sala prób MOK Targowa

rejestracje filmowe MOK